Rok później
Układa nam się świetnie z Marco, chociaż na początku cały czas stawało nam coś na drodze nasza miłość wszystko pokonała. Jest zimna jesień. Mam dzisiaj urodziny.
~Marco
Dzisiaj urodziny Jessie. Van, Lily i Cathy były już z życzeniami ale ja postanowiłem zabrać moją dziewczynę w wyjątkowe dla nas miejsce - nasz dach, z którego widać cały Dortmund a tam oświadczyć się jej. Byłem pewny swoich uczuć. O 19 :00 wszystko było już gotowe lecz gdy weszliśmy na dach budynku ujrzeliśmy tam małą bezbronną dziewczynkę..
-Kochanie spójrz jaka ona przemarznięta -krzyknęła Jessie.
Szybko zabraliśmy ją do naszego domu.
-Musimy zawiadomić policję ! -oznajmiłem.
-I to jak najszybciej -poparła mnie.
Ona była taka bezbronna. Marzyłem o córce..Nie tak miał wyglądać ten wieczór. On miał być wyjątkowy. Miałem oświadczyć się Jessice ale cóż. Pojechaliśmy na policję i tam złożyliśmy zeznania.
-Przykro nam to stwierdzać ale jesteśmy niemal pewni, że to dziecko to córka państwa Braun, którzy wczoraj popełnili wspólne samobójstwo skacząc z dachu budynku, na którym znaleźli państwo to dziecko -oznajmił nam policjant.
-To znaczy, że musimy oddać ją do domu dziecka ? -zapytała wstrząśnięta Jessica.
-Niekoniecznie -oznajmił komendant.
-A co możemy zrobić ?! -pytałem.
-Mogą ją państwo adoptować -odparł.
Spojrzałem na moją dziewczynę i wyszliśmy z komisariatu.
-Nie oddam jej za żadne skarby -oznajmiła Jessica.
-Ja też tego nie chcę...
Po powrocie do domu zebrałem się na odwagę.
~Marta
Marco chciał zabrać mnie z powrotem na dach.Ubrałam się i uległam jego błaganiom. Po paru minutach staliśmy wtuleni na dachu. Nagle Marco klęknął przede mną.
-Zbierałem się dość długo ale...Jessica zostaniesz moją żoną ? -zapytał poddenerwowany.
-Marco...Tak ! -krzyknęłam i rzuciłam mu się w objęcia a on założył mi na palec śliczny pierścionek. Byłam taka szczęśliwa.
-Jessica...ja chcę zaadoptować tę małą...-powiedziałem niepewnie.
-Chcę tego samego ! -powiedziałam. -Jutro z samego rana pójdziemy złożyć dokumenty.
Z samego rana ubrałam się i wzięłam Marco do domu dziecka.
-My w sprawie tej małej dziewczynki, którą wczoraj przywieźliśmy -powiedział zdenerwowany Marco.
-Ach tak, proszę wejść ! -powiedziała miła starsza kobieta.
-Zdecydowaliśmy się i chcemy ją zaadoptować -oznajmiłam.
-Poproszę państwa dokumenty -przejrzała je.- Wygląda na to że nie ma żadnych przeciwwskazań oprócz tego, że nie jesteście państwo małżeństwem -oznajmiła.-A ma to jakieś znaczenie ? Jesteśmy zaręczeni ! Nie długo się pobierzemy -powiedział Reus.
-No dobrze -spojrzała zza okularów. -Mogą ją państwo ją zaadoptować proszę złożyć podpisy a ja sprawdzę u państwa czy mała ma tam warunki do rozwijania się.
Kobieta nie miała zarzutów od dzisiaj jesteśmy rodzicami małej Victorii '' Vicky ''. Była taka śliczna.Pochwaliłam się przyjaciółką i rodzinie. Byli bardzo zadowoleni z tego jak postąpiliśmy ; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz